Liczniki darmowe Przeglądających:
Kategorie: Wszystkie | AKTUALNOŚCI | RAJDY
RSS

RAJDY

poniedziałek, 22 października 2012

 Galeria - rajd 26.05.2012

Kolejny raz potwierdziło się, ze coś z naszymi kolejami jest nie tak. To z ich winy, a w zasadzie nie takiego rozkładu jazdy, jakiego by życzył sobie , przeciętny, podróżujący koleją turysta, zmuszeni zostaliśmy do przemeblowania weekendowego wypadu rowerowego. A szkoda, bo podglądając na Googlach, co nas mogło czekać na szlaku, wypada, powtarzając za uczniami, powiedzieć tylko jedno- żal.

Ale jak to się mówi- nie ma tego złego…..Na początek miłe zaskoczenie. Dojeżdżam na miejsce zbiórki i co widzę? Ano widzę kilkunastoosobową grupę cyklistów gotowych zmierzyć się z trasą i jej konsekwencjami. Jeszcze dwa słowa na temat samej trasy, kolejne dwa słowa na temat bezpieczeństwa, przegląd stanu technicznego rowerów i jedziemy. Przed Mostami i zjazdem na szlak czeka na nas zniecierpliwiona Ewa, a także Michał i Kuba. Jest świetnie –myślę sobie- pogoda marzenie, frekwencja w końcu wysoka, no i kolejne kilometry wyświetlane na liczniku mijają spokojnie. Po naszej lewej stronie rozciąga się przepiękny widok na dno Pradoliny Łeby i Redy, a do naszych uszu co rusz dociera znajomy głos kukułek. Kolejne zaskoczenie- szlak, którym się poruszamy/ niebieski szlak rowerowy/ został na nowo oznakowany w terenie. Po chwili przykra woń uświadamia nas, ,ze oto zbliżamy się do Łęczyc/gminna wieś powiatu wejherowskiego/.Zapach pochodzi z zakładu utylizacji odpadów poubojowych. Przejeżdżając przez Łęczyce tylko na chwilę zatrzymujemy się przy miejscowym sklepie, gdzie część z nas uzupełnia płyny.

Szybko asfalt ustępuje rozjeżdżonej piaszczystej drodze. Ma to swoje plusy- nikt nie szaleje na drodze i jest bezpiecznie. Co innego kurz ciągnący się za nami. Szybko przemykamy pomiędzy zabudowaniami Chmieleńca- uczniowie dziwią się, że jeszcze tak można mieszkać w XXI wieku. Ano można. Ponownie pojawia się asfalt, dzięki czemu możemy szybciej przemknąć do głównej, wojewódzkiej drogi, aby ewakuować się na jej drugą stronę. Asfalt szybko się kończy, teraz jedziemy bita drogą wznoszącą się lekko pod górę- to znak, że zaczynają się wzniesienia morenowe Kaszub. Nikt jednak nie marudzi, tylko spokojnie zmienia manetki przerzutek zmniejszając przełożenie podczas wspinaczki . Dopiero wieczorem wspominając przejechaną trasę, mogłem stwierdzić, że właśnie ten odcinek między Bożym Polem a Rozłazinem był szczególnie wyjątkowy.

 Trasa - mapka 26.05.2012

 Trasa naszego rajdu 26.05.2012

 
Świetnie oznakowany szlak sprawia, że jedziemy jak po sznurku, mijając Jeżewo i Rozłazino. W Rozłazinie kierujemy się na Dzięcielec- naszym kolejnym celem jest nieczynny już wiadukt kolejowy w okolicach leśniczówki Lubonice. Wiadukt wykonany z ciosanego granitu ma około 14 metrów wysokości/ według informacji z internetu/. Pod wiaduktem spotykamy grupkę miłośników wspinaczki. Jeden z nich / a właściwie jedna z nich/ uparcie pokonuje kolejne centymetry pionowej granitowej ściany wiaduktu, dopingowany przez naszych podopiecznych. To urokliwe miejsce znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Lęborka, a byłem tu dopiero dwa razy. Jedna i do tego zakątka dotarła cywilizacja- wokół walają się butelki po napojach, worki oraz cała gama innych śmieci. Szkoda, bo takich miejsc, niestety z naszej winy, jest już coraz mniej.

Dalsza droga prowadzi na północ w kierunku Jeziora Lubowidz, nad brzegami którego, na plaży ,,Meprozet”, rozpalamy ognisko raczymy się pieczonymi kiełbaskami. Tyle wyrzeczeń, wysiłku i spalonych kalorii na nic? A co tam! Po ugaszeniu ogniska, już nie spiesząc się, docieramy do Lęborka. Kolejne kilometry pokonane na trasie /45km/ możemy dopisać do naszego rajdowego konta.

22:00, rowerami , RAJDY
Link

 


 

Już minęło kilka tygodni od momentu, kiedy na kartkach naszych kalendarzy pojawiła się data 21 marca oznajmiająca nadchodzącą wiosnę. Mimo, iż aura niezbyt zachęcała do rowerowych wojaży, podjęliśmy decyzję o czarowaniu wiosny i wbrew wszystkiemu pojechaliśmy na rowery.

Sobotni mglisty poranek, nie zapowiadał , że w miejscu zbiórki pod szkołą pojawią się tłumy żądne przygody. I tu wcale się nie pomyliłem. No cóż, na początek sezonu wystarczy i grupa sześcioosobowa. Przemykamy szarymi jeszcze o tej porze roku ulicami miasta, aby wydostać się na rowerową drogę wiodącą wzdłuż krajowej ,,6”. Młodzi adepci cyklingu ciągle pozostają w tyle, co zmusza pozostałych do częstszych niż zwykle postojów.

Trasa - mapka 14.04.2012

  Trasa naszego rajdu 14.04.2012
 

W pobliżu parafialnego kościoła w Leśnicach skręcamy w prawo, kierując się do dębu Świętopełk, który jest jednym z najstarszych okazów w Polsce. Na chwilę jeszcze zabieram grupę pod ciekawy głaz narzutowy. Okaz niewielkich w sumie rozmiarów leży po lewej stronie drogi i łatwo go przeoczyć, gdyż cały porośnięty jest mchem. Na głazie wyryta jest data  oraz charakterystyczny grecki krzyż. Kilkanaście minut później jesteśmy pod okazałym dębem, który robi zrozumiałe wrażenie na uczniach. Kilka zdjęć pod ,,Świętopełkiem” i jedziemy dalej przez wieś Krępkowice, kierując się nad Jezioro Brody .

Tu pozwalamy nowicjuszom zregenerować siły. Gorąca kawa, pieczone nad ogniskiem kiełbaski oraz ciepło bijące z ogniska sprawiają, że jakoś nikomu nie chce się w tym momencie wracać. Przed powrotem jeszcze raz sprawdzamy stan naszych rowerów. Jeden z nich wygląda nader podejrzanie i mam wrażenie, że za chwilę się rozleci. Dobrze, że zabrałem trochę podstawowych narzędzi, co pozwala przywrócić rower do stanu używalności. Ruszamy. Okazuje się jednak, że w rowerze odlatuje jeden z pedałów ,a po chwili sypią się jak z rękawa kolejne części. Czegoś takiego na trasie nie widziałem jeszcze! Masakra, myślę sobie, czym rodzice pozwalają jeździć swoim dzieciom. Rzut  okiem pozwala stwierdzić, ze rower nie nadaje się do dalszej jazdy i trzeba ściągnąć rodzica ucznia z samochodem. W oczekiwaniu na auto rozkręcamy  rower, aby mógł zmieścić się do wnętrza samochodu. Dobrze, że jesteśmy niedaleko Lęborka, bo zaledwie około 8 km od miasta. Po upływie 30 minut szczęśliwy rowerzysta odjeżdża spod nieczynnego wiaduktu kolejowego /zjazd z drogi 214 na Maszewo Lęborskie/, a my zaraz za nim ruszamy na rowerach w tym samym kierunku.

Z przygodami, bo z przygodami, ale cali i chyba zadowoleni wracamy do domów. No cóż, jak to się mówi- pierwsze w tym roku koty za płoty.

Do następnego razu - na szlaku oczywiście!:)

21:43, rowerami , RAJDY
Link